

Środki na sprawiedliwą transformację w kolejnej unijnej perspektywie budżetowej
Miłka Stępień
Wydawałoby się, że skoro Polska jest największym beneficjentem środków z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji (FST) w obecnej perspektywie budżetowej (2021-2027), to Rząd RP będzie zainteresowany tym, by podobne fundusze utrzymać w przyszłości, przy następnym rozdaniu unijnych pieniędzy. Znamienne jest to, że zwrot „sprawiedliwa transformacja” ani razu nie pada wśród priorytetów polskiej prezydencji unijnej, rozpoczynającej się w styczniu 2025 r.. Mimo że był to kluczowy temat we wszystkich trzech poprzedzających prezydencjach: hiszpańskiej, belgijskiej i węgierskiej. A nadchodzący rok jest kluczowy w unijnej polityce, bo podejmowane będą decyzje kształtujący przyszły budżet unijny.
W obecnej perspektywie, Polska ma otrzymać 3,5 miliarda euro, podzielone pomiędzy 5 obszarów kraju. Fundusz ma służyć przede wszystkim niwelowaniu skutków ekonomicznych, społecznych, środowiskowych. Ma być też niezbędny do pomocy przy niwelowaniu problemów na rynku pracy, wynikających z likwidacji lub transformacji przemysłów wysoko-emisyjnych. W Polsce na razie objęto wsparciem tylko regiony węglowe, zarówno węgla kamiennego jak i brunatnego. Nie są to jednak wszystkie polskie regiony, które mogłyby zostać włączone w finansowanie z FST. Mowa tu głównie o subregionie zgorzeleckiem na Dolnym Śląsku (Turów) i Lubelskim (Bogdanka). Nie podjęto wciąż tematu wsparcia dla innych branż m.in. przemysłu stali, przemysłu chemicznego czy betonowego.
To, czy pojawi się dedykowany FST w następnej perspektywie, nie jest oczywiste, a dla Polski nie wydaje się być wysoko na agendzie polityki unijnej. Obecnie rozmowy toczą się na kilku poziomach. Choć już wiadomo, że zostaną przeznaczone fundusze na wsparcie transformacji regionów wysokoemisyjnych, nie można być pewnym, czy kontynuowane będzie wsparcie dla regionów węglowych.
Większość Unii Europejskiej już znajduje się znacznie dalej w działaniach wygaszających przemysł węglowy niż Polska, a te które zostały, zazwyczaj już objęły te regiony specjalnym wsparciem państwowym (np. Niemcy, Czechy czy Hiszpania). U nas tego zdecydowanie brakuje i nawet nie do końca jest jasne, które z czterech ministerstw (MAP, MKiŚ, MFiRR, Przemysłu) jest wiodące w decyzjach o kształcie polskiej transformacji.
Dla większości regionów już otrzymujących fundusze w Polsce, oczywiste jest, że transformacja nie zakończy się w 2027 roku. Z kolei źle przeprowadzany proces może skutkować opłakanymi skutkami. Świetnym przykładem jest Wałbrzych, który otrzymuje teraz wsparcie z FST, mimo, że ostatnią kopalnię tam zamknięto w latach dziewięćdziesiątych. Źle przeprowadzona transformacja do dzisiaj wpływa na funkcjonowanie regionu wałbrzyskiego, które od dekad mierzy się z poważnymi problemami ekonomicznymi i społecznymi.
W Brukseli, rozmowy toczą się również nad kształtem przyszłych Funduszy Spójności, do których zaliczany jest Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. W przypadku FST główną osią krytyki są problemy z wydatkowaniem pieniędzy – głównie w innych krajach unijnych, bo polskie regiony radzą sobie z tym dobrze na tle innych, złożoność procesu przygotowywania planów transformacyjnych (o czym piszę tu – link do tekstu) i szybkiego przygotowywania projektów.
Polski rząd, biorąc pod uwagę świetne wyniki takich regionów jak Śląsk i Wielkopolska Wschodnia, mogłaby mieć duży wpływ na te dyskusje, ale musiałaby poważniej potraktować długoterminowe planowanie transformacji kraju i wspieranie regionów w nadchodzących zmianach.