

„Żywe” i „do życia”. Jak zazielenić nasze miasta?
Autorka: Łucja Kucmin-Węglarczyk
Dzisiaj życie w mieście to nie tyle fanaberia, co często konieczność życiowa: praca, przedszkola, szkoły, przychodnie, szpitale. To komunikacja publiczna (jaka by nie była), mieszkania, drogi. Trudno się więc dziwić, że coraz więcej ludzi mieszka w miastach. A one nie są z gumy. W efekcie tego coraz więcej się buduje: tras, osiedli. Często kosztem ostatnich niezabudowanych terenów zielonych czy tzw. nieużytków. Presja na rozwój była długo tak silna, że proces ten realizowano niemal bez przeszkód.
Aż przyszedł COVID-19 i nagle uzmysłowiliśmy sobie, że zamiast ściany za oknem lepiej widzieć drzewa i krzewy; że potrzebujemy cienia drzew w parku, niedaleko miejsca zamieszkania. Przyszły też widoczne konsekwencje zmian klimatycznych: fale nieznośnych upałów, susze, gwałtowne deszcze. Problemy ze snem, odpoczynkiem, wydajnością, koncentracją.
Temat komfortu życia w mieście przestał być ciekawostką czy modą, a stał się koniecznością życiową. Miasto bez wody i zieleni to betonowe, energochłonne piekło. Montowane nagminnie klimatyzatory nie tylko pożerają kolejne porcje energii, ale także oddają miastu dodatkowe porcje ciepła, podnosząc temperaturę.
Co zrobić, aby nasze miasta nie doprowadzały do szaleństwa? Czy też, by mieszkanie w nich nie skazywało na alergie, choroby układu oddechowego, krążenia, depresję? Albo również, by nie trzeba było spędzać większości wiosny i lata zamkniętym w domu uciekając przed upałem? Okazuje się, że są już rozwiązania, które dają nadzieję na poprawę.
Coraz częściej natykamy się na przystanki obrośnięte roślinami, zielone torowiska tramwajowe, ściany budynków porośnięte bluszczem. Pomiędzy kamienicami i blokami można spotkać ogrody deszczowe. A to nie wszystkie możliwości przywracania natury miastom. Zieleń staje się schronieniem dla małych ssaków, ptaków, owadów, a woda pozwala im przetrwać, gdy brak kałuż w zabetonowanych przestrzeniach. To wszystko obniża temperaturę o dobre kilka stopni, zwiększa wilgotność powietrza, dzięki czemu lepiej się oddycha. Niepokoją rozwiązania na skróty, mnożące się jak grzyby po deszczu tężnie solankowe – władze obiecują dzięki nim czystsze powietrze, a to tylko listek figowy dla przykrycia tematu smogu. Zamknięty obieg solanki oznacza bowiem możliwość zainfekowania się chorobami odgrzybowymi lub bakteryjnymi.
Jeżeli przeszkodą na drodze ku zielono-błękitnym miastom okażą się pieniądze, warto spróbować wystartować w konkursie o unijne środki.
W Małopolsce zabezpieczono środki na takie wsparcie w ramach działania: 2.09 Gospodarowanie wodami Typ A. Zwiększenie retencyjności zlewni, w tym: rozwój różnych form małej retencji – kolejny planowany w lipcu 2025 r. na kwotę 13 mln dotacji; 2.15 Rozwój zielonej i niebieskiej infrastruktury w miastach – konkurs będzie ogłoszony jednorazowo w lipcu 2025 na dotację wielkości 30 mln zł; 2.26 Rozwój zielonej i niebieskiej infrastruktury w miastach – ZIT, konkurs w lipcu 2025 na 31 mln zł; 7.04 IIT- Rewitalizacja – jednorazowy konkurs w styczniu 2025 na kwotę niespełna 310 mln zł; 8.14 Transformacja klimatyczna, A. Rozwój zielono-niebieskiej infrastruktury w powiązaniu z rozwojem usług ekosystemowych i edukacją klimatyczną. Brak informacji o konkursie.
W programie Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko 2021-2027 zabezpieczono wsparcie w ramach działania: 1.02 Adaptacja terenów zurbanizowanych do zmian klimatu – konkurs na kwotę 500 mln zł ogłosił 31.10.2024 r. NFOŚiGW (na razie bez powtórki); 1.05 Ochrona przyrody i rozwój zielonej infrastruktury, 5.a. Zielona i niebieska infrastruktura wraz ze stosownym zapleczem i 5.b. Zielona i niebieska infrastruktura wraz ze stosownym zapleczem – „odbetonowanie” terenów miejskich – na razie nie ogłoszono w tym zakresie konkursu.